Powinniśmy jednak postawić jasną granicę pomiędzy stosunkowo swobodnym i dobrowolnym CSR-em, a ESG, które jest niczym innym, jak uregulowanym podejściem przedsiębiorstw do kwestii środowiskowych, społecznych i jakości zarządzania, które powinno uwzględniać wpływ tych wszystkich aspektów na biznes. Nakreślenie tej grubej kreski chroni firmy przed pokusą bagatelizowania, a nawet ośmieszania „przesadnie poważnego” podejścia do zrównoważonego rozwoju.
Tysiące debiutantów
Tego rodzaju postawy raczej nie występują wewnątrz dużych przedsiębiorstw od lat włączających ESG do swoich założeń strategicznych, posiadających szerokie doświadczenie w raportowaniu danych niefinansowych i budujących w oparciu o nie wartość swojej organizacji. Moja uwaga koncentruje się obecnie na debiutantach, którzy chcąc nie chcąc, włączani są w system budowany wokół dyrektywy CSRD.
Każdego roku, w związku z założoną ewolucją kryteriów kwalifikacji, obowiązek raportowania kwestii związanych ze zrównoważonym rozwojem będzie obejmował kolejne grupy firm – o coraz mniejszej skali działalności. Już w perspektywie dwóch lat zwiększone wymagania dosięgną tysięcy przedsiębiorstw (także rodzinnych), które nigdy nie zajmowały się takimi kwestiami, jak ich wpływ na klimat, bioróżnorodność i prawa człowieka lub realizowały swoje zaangażowanie jedynie na poziomie aktywności lokalnych.
Dojrzałe i efektywne wdrożenie podejścia do zrównoważonego rozwoju rodzi się w głowach kluczowych menadżerów lub właścicieli. Właśnie dlatego istotny jest kontekst, w jakim docierają do nich pierwsze informacje o nowych wymogach i ryzykach.
W większości przypadków „nośnikiem” bazowej wiedzy na temat nadchodzących obowiązków są specjaliści odpowiadający w firmach za kwestie środowiskowe oraz pracownicze i to od nich zależy „klimat” nadany wewnętrznym dyskusjom na temat ESG. Niestety, bardzo często sprowadzają się one do triady: regulacja-obowiązek-kara. Widzimy przepisy i sankcje, często nie zastanawiając się szerzej nad ich celem.
Grono sceptyków wewnątrz firm wzmacnia również informacje o koszcie oczekiwanej od nich transformacji – budowy wewnętrznych zasobów, doradztwa, audytów, przebudowy modelu biznesowego, zakupu technologii i modernizacji. Czy te wątpliwości są słuszne z czysto biznesowego punktu widzenia? Postawię śmiałą tezę, że nie. Podejście po „linii najmniejszego oporu” może doprowadzić do dramatycznych skutków biznesowych.
ESG jak spoiwo w łańcuchu...
Wymienionych obaw oczywiście nie należy bagatelizować, ranga ujawnień niefinansowych znacznie wrosła, a sankcje za uchybienia w ich raportowaniu zrównują się z tymi, które dotyczą sprawozdań finansowych. Jednak to tylko fragment dużo bardziej skomplikowanego obrazka. Obrazka przedstawiającego sieć powiązanych ze sobą przedsiębiorstw tworzących złożone łańcuchy wartości (dla porządku dodam, że łańcuch wartości jest jednym z kluczowych pojęć i składników systemu tworzonego wokół dyrektywy CSRD).
W założeniu, to nie kary wynikające z przepisów, lecz właśnie ten system zależności ma motywować przedsiębiorstwa do pozytywnej zmiany, tak więc ESG zostało „wplecione” w istniejące mechanizmy rynkowe. Stało się swoistym narzędziem “spajającym” ogniwa łańcucha dostaw. W nowym modelu przedsiębiorstwa patrzą nie tylko na własne zaangażowanie w zrównoważony rozwój, ale również na postępy i wskaźniki osiągane przez swoich partnerów biznesowych. W tym miejscu warto podkreślić role podmiotów z sektora finansowego, który przez dostęp do swoich usług w sposób szczególny premiować będzie (zgodnie z wymogami regulacyjnymi) zaangażowanie w ESG, np. przez dostęp do finansowania, w tym zielonych obligacji i kredytów.
...i szansą na budowanie przewagi konkurencyjnej
Wracając do „otwierania” przedsiębiorstw na ESG – kwestie „nowego wymiaru konkurencyjności” lub możliwości budowy przewag opartych o wskaźniki ESG powinny być jednym z pierwszych komunikatów docierających do decydentów wewnątrz przedsiębiorstw.
Jednym z przejawów wpływu ESG na zależności w łańcuchach dostaw są spływające na skrzynki mailowe ankiety i zapytania od kluczowych klientów i partnerów biznesowych. To wyraźny sygnał dla kooperantów, że zdolność do obniżania śladu środowiskowego produktów i działalności własnej, możliwość dzielenia się rzetelnie zebranymi danymi niefinansowymi oraz dbałość o prawa człowieka w łańcuchu wartości staną się wkrótce istotnymi kryteriami oceny biznesowej.
Być może warto spojrzeć na ten nowy porządek jak na szansę budowania swojej przewagi. W ramach ćwiczenia, można przyjrzeć się serwisom ESG i raportom dużych globalnych przedsiębiorstw, na przykład z branży spożywczej. Nie ma tam typowych komunikatów CSR-owych, a raczej deklaracje gotowości do stawieniu czoła nawet najbardziej rygorystycznym wymogom dotyczącym wpływu środowiskowego i społecznego – i to ze znaczącym wyprzedzeniem względem dat określających dojście europejskiej gospodarki do zeroemisyjności. One już są gotowe na nową rzeczywistość, ponieważ spostrzegły tam swoją szansę i – co ważne – zakomunikowały ją na rynku. Koncentrowanie się wyłącznie na regulacjach i raportowaniu to przyczyna marnowania ciężkiej i kosztownej pracy. Zebrane dane można skutecznie wykorzystywać w relacjach biznesowych i aktywnie komunikować je partnerom.
Nie widzę nic złego w sformułowaniu „komercjalizacja ESG”. Nie chodzi mi bynajmniej o praktyki greenwashingowe, lecz o zdroworozsądkowe, rynkowe myślenie o budowie wartości przedsiębiorstwa poprzez inwestowanie w zrównoważony rozwój. ESG to nie tylko raportowanie, lecz funkcja zarządzania przedsiębiorstwem. Nie bez powodu właśnie w środowisku inwestorskim jest największe zainteresowanie danymi ESG. Wskaźniki te wpływają bezpośrednio na decyzje biznesowe (inwestowanie długoterminowe) i wycenę przedsiębiorstw. Oto kolejny powód, by mówić o zrównoważonym rozwoju językiem korzyści.
Inne benefity wynikające z zaangażowania w ESG powiązane są z pierwszym etapem raportowania zgodnego z CSRD, czyli z analizy podwójnej istotności. To proces wymagający, stosunkowo długotrwały oraz cykliczny. Miałem okazję uczestniczyć w kilku tego rodzaju przedsięwzięciach i wiem, jaką mają wartość dla przedsiębiorstw. Rzetelnie przeprowadzona analiza podwójnej istotności, to pogłębiona autodiagnoza angażująca całą organizację i jej otoczenie. Zaproponowana metodyka wymusza poruszanie niewygodnych tematów, takich jak negatywny wpływ na otoczenie, opinie kooperantów i pracowników (z naciskiem na problemy i wyzwania) oraz konsekwencje nieodpowiedniego kształtowania łańcucha dostaw. Dla organizacji przyzwyczajonych do raportowania w formie laurki może być to mało komfortowe, jednak finalnie – daje potężny, pozytywny bodziec do zmian.
Wracając do kluczowego kontekstu sytuacji „otwierania się” (bądź nie) na ESG, straszenie osób decyzyjnych sankcjami i ryzykami powoduje odruch obronny i skłonność do realizowania planu minimum gwarantującego względny spokój i bezpieczeństwo. Rozmawiajmy o ESG jako o szansie biznesowej. A „przy okazji” możemy kawałek po kawałku czynić świat bardziej znośnym.
Już 17 września w Warszawie
Łańcuch wartości w erze zrównoważonego rozwoju. Od teorii do praktyki
Ruszyła sprzedaż biletów
Kup teraz